26 sierpnia 2008, godz. 9:55
× Tydzień do szkoły
Zbyt dużo wrażeń, by opowiedzieć wszystko. Zbyt dużo się wydarzyło. Jednak mogę to skomentować w ten sposób: to były najlepsze wakacje w moim życiu.
Jednak to na ten komentarz się nie składa: pewnego pięknego dnia, pewien koleś o imieniu Damian, którego uznałam za "Tego Jedynego", a który mnie olał równo, po czym zapominałam o nim przez
długi czas, odezwał się do mnie po trzymiesięcznej przerwie. I na dodatek miał czelność powiedzieć mi, gdy już się zorientował, że odezwał się przez przypadek, bo myślał, że do kogoś innego pisze. Mówimy tu o rozmowie przez GG. Nie wywołał motylków. Wywołał wkurw. Duży.
I tak się potoczyło, że innego dnia, zadzwonił i na rower się umówiliśmy. Kilka dni później pojechaliśmy całą ekipą do Międzybrodzia Żywieckiego. 5 dni i 4 noce z Damianem dosłownie, bo mieszkaliśmy w jednym domku.
Jak go wtedy zobaczyłam, jak podjechał na rowerze, to już wiedziałam, że grubo się myliłam myśląc, że mi przeszedł.
A teraz znowu się nie odzywa.
Kilka miesięcy temu do głowy by mi nie przyszło, żeby powiedzieć mu o moim uczuciach, a teraz mam zamiar to zrobić. Tylko mam też nadzieję, że nie wyjdzie to w ten sposób: wyciągnę go na spacer, powiem, że chcę mu coś powiedzieć, a zostanie na „Chciałam się spytać... Gdzie kupiłeś te okulary?”
Śmieszne jest to, że kilka miesięcy Monika, moja przyjaciółka, była w bardzo podobnej sytuacji, ale to jej pewien facet wyznał miłość. Migała się od spotkania z nim jak tylko mogła, a ja ją próbowałam namówić, żeby wreszcie się spotkała z nim i miała to z głowy. Kurde, nie wiedziałam wtedy, że to takie trudne.
Zmieniłam się przez ten rok. Od liceum chciałam „zacząć żyć” i zaczęłam.
*
Żałuję, że te 2 miesiące tak szybko minęły. Nie chcę wracać do szkoły… Ale to normalne podejście. [uśmiech]
Komentarze [2]